wziełem, tak wziełem, po chamsku, ordynarnie, bez ostrzeżenia. wziełem i rozpierniczyłem kuchnię mojego taty. obdarłem ze skóry, do samiuśkich kości. elektryczne arterie wyprułem z próchna ścian. ja, szkodnik.
kwiecień 20, 2008
kwiecień 15, 2008
kwiecień 13, 2008
kwiecień 11, 2008
kwiecień 6, 2008
mekit bera
nie było mnie w domu dwa dni. trzy prawie. koty takie stęsknione że siedzą mi na głowie obydwie już godzinę.
w “więcej” zamieszczam paręnaście zdjęć wykonanych w czasie podróży powrotnej z pracy do domu w piątek oraz z łikendowego pobytu w Krakowie. uzależniony jestem od fot na maksa.
w końcu trafiła mi się okazja zmiażdżyć kaca dwiema porcjami Ibupromu. mówię wam szczęście niepojęte! spacerowałem z jackiem po kazimierzu i wybieraliśmy prezenty dla dziewczyn nafaszerowani prochami. ja kupiłem wspaniałego czarnego kota pluszowego a jacek bransoletkę z plastykowymi brylantami. po zakupach siedliśmy w zbliżeniach na piwko. kot spoczywał grzecznie na barze. dostał imię od barmanki. mówiła że jest tak przystojny jak żan pol belmondo więc został belmondo.
kwiecień 1, 2008
mgły i zamglenia ..
zachmurzenie umiarkowane z przelotnymi przejaśnieniami, możliwe nawet, że zawieje i zamiecie.
piąta pińdziesiąt wstałem na poranne focenie z chłopakami. bo dawno nigdzie nie byłem, bo do sporego nawet zdziczenia dochodziło, bo juz sam niewiem co. wstałem. długo szukałem kaleson. dwa razy się wracałem po telefon. jakos tak pechowo. szyby zamarznięte próbowałem zeskrzybać kartą na punkty z szela w wyniku czego karta pękła a szyba nadal była zamarznięta. dopiero po południu sie kapnąłem że mam w schowku taką sprytną deskę do krojenia chleba którą sie świetnie zeskrzybuje lód z szyb. wtedy to juz było gorąco i nawet śpiewałem jak jechałem.
miałem w aparacie kliszę do naświetlarek laserowych. strasznie kontrastowe toto i cięzko celnąć z naświetlaniem. tym razem przegiąłem w strone prześwietlenia. pozdro CKF i Świętokrzyska Grupa Fotograficzna.
takie cuś:






