przypominam sobię, że problemy zaczęły sie jakoś zaraz po świętach. tak, jestem pewiem, że przed świętami wszystko było okej. przez pewien czas, niesłusznie z resztą, o moje nieszczęście obwiniałem żonę. doszło do dwóch czy trzech awantur. scysje miały miejsce wcześnie nad ranem, gdy znów problem dawał o sobie znać. z dużym niesmakiem i wyrzutami rozstawaliśmy się jadąc do pracy.
jednocześnie, w związku z niedawną przeprowadzką i przerzucaniem rzeczy z kąta w kąt i z pudełka do pudełka miałem nadzieję że już wkrótce znajdę rozwiązanie zagadki mojej niedoli. niestety czara goryczy przepełniła się dziś i wszelkie nadzieje prysnęły. ja już nie pytam kto, kiedy, dlaczego i gdzie. nic już nie zrekompensuje strat moralnych…….
a teraz do rzeczy. coś lub ktoś zapierdolił wszystkie moje skarpetki. WSZYSTKIE MOJE. zostały dwie lub trzy pary jakieś niewiem czyje, które zmuszony byłem używać do teraz.
a dziś już kurwa niewytrzymałem. w zimę, w styczniu, w mróz, musiałem założyć coś takiego. zaraz potem pojechałem do sklepu kupić normalne skarpety. niech to chuj strzeli. takie nieszczęście.
PS. Przepraszam za mięso
korzystając z okazji pozdrawiam wszystkich uczciwych producentów skarpet.















