kolejny poranek kawowo turystyczny. brak ustalonego celu aż do jego osiągnięcia. czy jak to inaczej opisać? idzie sie idzie i nagle sie mówi okej to tu…
tym razem padło na rezerwat pod tytułem kamienne kręgi w Tumlinie. trochę się przypomina leonsjo i izaura, co nie?
przy okazji odkryliśmy w lesie przepiękny obiekt sportowy zimowy – super zgrabniutką skocznię narciarską. aż żal że nart barański nie wziął….
aha zdjęcia robiłem na kliszy rolei infrared 400. taka fajna podobno. hmm

trochę głębiej w lesie jest kopalnia przepięknych, niekiedy zabójczych, piaskowców dolnotriasowych.

tomek się zgrzał wchodząc na górkę….



pan pracownik wesoło opowiadał że teraz to spokój ale w lato w kopalni, wtedy gdy warszawka robi zamówienia jest duzo pracy i że temperatura w wyrobisku sięga 45C i że muszą wtedy dużo wody pić niestety. zrobił nam zagadkę o młotku: “dlaczego taki duży młotek ma taki chudy kijek???” no wiecie dlaczego? barańszczak wiedział
dlatego taki uhahany
(jak się pisze uchachany czy hahany?)

później odwiedziliśmy domy jakichś pustelników w lesie w okolicy zagnańska. tam też wypiliśmy sobię kawuszkę.


na koniec wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do chaty. a wieczorem oglądaliśmy mecz piłki nożnej na temat którego nic nie napiszę z oczywistych względów.
korzystając z okazji pozdrawiam Pana Tadzia, co pyszną cytrynóweczkę zrobił i myśmy z Tomaszem ją wczoraj kosztowali. podczas meczu oczywiście. joł.


































