wyglada mi na to że znów zakochałem sie w pewnej technice fotograficznej. ja znałem takie sztuczki juz wczesniej ale jakoś nigdy tak na prawdę nie wykonałem ich własnoręcznie. własciwie moja sztuczka też nie była wykonana zgodnie ze sztuką gdyż w wywoływaczu 1 zabrakło jednego ze składników a wywoływaczem 2 był wywoływacz 1. tak czy owak kiedy zobaczyłem swoje pierwsze obrazy pozytywowe na kliszy byłem i nadal jestem zachwycony ich odmiennością od obrazów negatywowych.
obrazy wychodzą takie senne jakieś, nieprawdziwe. kontury lekko, leciutko rozpływaja się jak twardy karmelek w buzi.

podaję przepis na takie zabawy: