ordinary guy

Wrzesień 26, 2007

oprawa artystyczna opowieści o rakowie

Filed under: start, trip — betko @ 4:09 pm

tfhn0009.jpgtfhn0008.jpgtfhn0007.jpg

tfhn0005.jpg

tfhn0003.jpg

Reklamy

wibracje

Filed under: Uncategorized — betko @ 7:53 am

od jakiegoś czasu (dokładnie od momentu wystartowania pieca nr 3) są odczuwalne w moim fotelu i nie tylko, pewne wibracje. nie są to byle jakie, mało znaczące wibracje typu „sąsiad wierci dziurę pod obrazek z dżizusem” ale takie, które w chwili ululają najtwardszego miłośnika kina sensacji.

właśnie siedzę w moim zielonym fotelu przed kompem w pracy. wibracje są zajebiste gdzieś około 4mm i 2Hz. więc czuję się jak w pociągu relacji włoszczowa pn. – wiedeń.

dzięki tym wibracjom jak dziecko, powoli zapadam w sen.

dodatkowym przyczynkiem do takiego a nie innego stanu rzeczy jest:

– potworny kac (pożegnalna impreza kolegi z pracy)

– jakiś dziwny mrok za oknem (prawdopodobnie to tylko subiektywne wrażenie)

– wyciszony dzwonek telefonu (od wczoraj wieczorem(szczęście na maxa))

– brak kolegi z pracy więc siedzę (leżę w zasadzie) sam

– dwa ibupromy i klin w brzuchu (zawsze na kacu ibuprom wywołuje u mnie uczucie szaczęścia i bezpieczeństwa)

– stl///////////////////////////////;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

Wrzesień 25, 2007

jak to sie mówi, nieszczęścia chodzą parami

Filed under: Uncategorized — betko @ 2:57 pm

jak wyżej i jak niżej 

obecnie również…

mowa oczywiście o mnie i panu tomku szalone wiertło

Wrzesień 23, 2007

raków siti

Filed under: Uncategorized — betko @ 9:48 pm

obudził mnie budzik w telefonie o 4:25 dziś rano. pomyslałem: „ki chuj!?”

wygrzebałem kawałek świadomości z pomiędzy sennych marzeń erotyczno-awiacyjnych i przpomniałem sobie, że umówiłem się z krzysiem na poranne foty mgieł, ptaszków i robaczków nad jeziorem chańcza o wschodzie słońca. no dobra jeszcze pięć minut….

dwadzieścia minut później te cholerne pięć minut pozbawiło mnie możliwości wsyśnięcia choćby łyka ciepłej herbaty. bo jak już sie ugotowała ta gupia woda (wszyscy wiedzą, że woda zawsze zwleka z wrzeniem gdy trzymasz rękę na czjniku) i zacząłem zalewać herbatkę ekspresową to zadzwonił krzysiu i oznajmił że juz czeka pod blokiem zwarty i gotowy… w sumie mogłem mu powiedzieć żeby poczekał jeszcze trochę, ale od razu wyobraziłem sobie, że te nieszczęsne pięc minut sprawi, że jak dojedziemy na miejsce to słońce juz wzejdzie i cała wycieczka na tak zwany chuj. 

jada jadą chłopcy, chłopcy radarowcy…….

całe szczęście jezioro chańcza jest położone niopodal miasta Raków (prawie jak kraków, ……… :), albo to miasto raków lezy nieopodal jeziora chańcza, sam niewiem,,,,,

(a propos. przypomniał mi sie tekst z alicji w krainie czarów z tego słuchowiska z fronczewskim i zawadzką jak chyba suseł zastanawiał sie czy stwierdzenia: „oddycham kiedy śpię” i „śpię kiedy oddycham” znaczą to samo hehhehehehhhehe)

ale powracając do wycieczki. przez całą drogę, mimo rozmowy o nawigacji satelitarnej oraz tajemniczych usterkach w samochodzie krzysia, nie przestawałem mysleć jakiegoż to dorodnego robala sfocę? hmmm….

…wiadomo, ja robali nie focę. co najwyżej psa jakiegoś, albo kurę. no poniżej 2 kg nie schodzę…absolutnie

no więc sprytnie sobie obmysliłem że połażę po centrum rakowa o wschodzie słońca zamiast brnąć w morke trawska, tem bardziej, że byłem w dżinsach zwykłych nie impregnowanych. centrum rakowa całkiem pokaźne przestrzenie no no. wszystko czego dusza i ciało może zapragnąć: restoran, bookszop, sekondhend pod oryginalną nazwą „ich stroje”, coś na kształt obi tylko 296 razy mniejsze i spożywczak. nieźle. czurcz tez był, albo nawet dwa czurcze, kurcze.

wszystko ładne piękne i pozamykane. a mnie zimno i suszy. gdzieś o 8:00 otworzyły się drzwi baru. odrazu, intuicyjnie, skierowałem się w stronę tego przybytku. jaaa cieeeę! całkiem przyjemna miejscóweczka se myślę. zamówiłem kawe, pan obok poczęstował mnie fajeczką typu „męskie”, nie śmiałem odmówić. posiedziałem z 40 minut spokojnie, na luzie. a tu nagle pan barman podchodzi do mnie, w ręku talerzyk, w drugim widelec. patrzę zdziwiony… „to poczęstunek od firmy bo dziś swięto w mieście. święto ziemniaka”. co prawda dostałem grzyba w cieście smażonego a nie ziemniaka ale i tak spoko. olałem zastanawianie się nad terminem ważności do spożycia itp i zacząłem powoli odkrajać sobie kawałek tego grzyba („od jednej strony grzyba się rośnie, a od drugiej maleje” …………………znów alicja 🙂

..oczywiście można się było tego spodziewać. to samo poranne pięć minut odezwało się ponownie. w momencie wkładania do jamy ustnej kawałka grzyba zatrąbił krzysiu. zaparkowawszy po drugiej stronie ulicy radośnie przywoływał mnie do auta. nooo kolego nie zemną takie numeeery. teraz czekasz, choćbym sie miał porzygać później tym ciepłym grzybem. hue hue hue.

jest 23:36, grzyba zjadłem koło 9:00, żyję i całkiem nieźle się czuję. foty choć bez rewelacji przyniosły mi trochę szczęścia.

tylko znów mi jest trochę zimno bo kot paczy przez otwarte okno.

P.S. ten fajny bar nazywał si e „Arianka”. tanio, okazja, skarpety, polecam 🙂 ….nie no serio, miły gośc prowadzi 🙂 

Wrzesień 21, 2007

a propos zajebistych teledysków i tańca

Filed under: Uncategorized — betko @ 2:43 pm

 i niewiem które lepsze, czy on czy ona??

jakież ona sliczne ma ramiona, a on trampki 🙂

Wrzesień 20, 2007

a propos kristofera łokena

Filed under: Uncategorized — betko @ 6:47 pm

drgawki ze szczęścia!

Wrzesień 19, 2007

kukułka

Filed under: Uncategorized — betko @ 8:59 pm

– Proszę Pani. Niech Pani popatrzy.

kuku1.jpg

– Widzę drzewo.

– Niech Pani patrzy, y po pniu w górę.

– Widzę gniazdo.

kuku2.jpg

– Y to pisklę kukułki. Y kukułka nie buduje gniazda, nie łączy się w pary, y żyje z kilkoma samcami na raz, a jaja podrzuca innym, przeważnie mniejszym ptaszkom. Młoda kukułka rośnie szybciej i wypycha z gniazda inne pisklęta. Y zastanawiam się, y  skąd się bierze w przyrodzie, y przepraszam za wyraz…………………………… takie kurestwo

Maklakiewicz – geniusz aktorstwa normalnie. polski Christopher Walken. kocham gościa za tą role w filmie Rewizja osobista. 120% zimnej krwi.

Wrzesień 17, 2007

17 wrzerśnia

Filed under: Uncategorized — betko @ 9:42 am

czasem jest tak, że człowiek coś znajdzie na ulicy, jakąś kulkę szklaną ładną lub kamyk. albo jakiś patyk na pamiątke lub muszelkę składuje po szufladach (do dziś mam gdzieś łuskę z mojego pierwszego strzału z pizdoletu). ciężko rozstać się z torebką lub szalikiem ścioranym. zwykle są to przedmioty materialne ale mam też taką wirtualną pamiątkę z życia

folder plików 🙂

został stworzony własnie 17 września, roku pańskiego 2001 albo 2000 przez program do mojego pierwszego aparatu cyfrowego firmy agfa. śmieszne to trochę, bo w ciągu tych paru długich lat, komputerów moich i moich bliskich było z 10 albo więcej i za każdą taką hardłerową przeprowadzką ten folder był skrzętnie przenoszony. oczywiście były w nim wyłącznie zdjęcia. niekiedy, jak ktoś szukał jakichś starych, wesołych fot i ciężko było je znaleźć to mówiliśmy żeby poszukał w siedemnastym wrześniu 🙂 

nadmienić musze że sposobów katalogowania zdjęć próbowałem różnych różnistych i teoretycznie taki katalog nie powinien istnieć już wogóle. przetrwał jednak i widzę że dobrze się ma w krakowie. rozśmieszył mnie bardzo ostatnio.

untitled-1.jpg

taka rocznica dziś zatem jest wesoła. korzystając z okazji pozdrawiam nosicieli 17 września :*

Wrzesień 10, 2007

cykucyk

Filed under: al-f, experyment, rower — betko @ 8:21 pm

alfsaf0002.jpg

Wrzesień 6, 2007

dystorsja

Filed under: Uncategorized — betko @ 4:01 pm

lomsie0077.jpg

                     lomsie0070.jpg

lomsie0069.jpglomsie0059.jpglomsie0057.jpglomsie0009.jpg

                lomsie0007.jpg

                lomsie0006.jpg

lomsie0005.jpg

milczenie przystoi mędrcom, a co dopiero głupcom.

Older Posts »

Blog na WordPress.com.