raków siti

obudził mnie budzik w telefonie o 4:25 dziś rano. pomyslałem: „ki chuj!?”

wygrzebałem kawałek świadomości z pomiędzy sennych marzeń erotyczno-awiacyjnych i przpomniałem sobie, że umówiłem się z krzysiem na poranne foty mgieł, ptaszków i robaczków nad jeziorem chańcza o wschodzie słońca. no dobra jeszcze pięć minut….

dwadzieścia minut później te cholerne pięć minut pozbawiło mnie możliwości wsyśnięcia choćby łyka ciepłej herbaty. bo jak już sie ugotowała ta gupia woda (wszyscy wiedzą, że woda zawsze zwleka z wrzeniem gdy trzymasz rękę na czjniku) i zacząłem zalewać herbatkę ekspresową to zadzwonił krzysiu i oznajmił że juz czeka pod blokiem zwarty i gotowy… w sumie mogłem mu powiedzieć żeby poczekał jeszcze trochę, ale od razu wyobraziłem sobie, że te nieszczęsne pięc minut sprawi, że jak dojedziemy na miejsce to słońce juz wzejdzie i cała wycieczka na tak zwany chuj. 

jada jadą chłopcy, chłopcy radarowcy…….

całe szczęście jezioro chańcza jest położone niopodal miasta Raków (prawie jak kraków, ……… :), albo to miasto raków lezy nieopodal jeziora chańcza, sam niewiem,,,,,

(a propos. przypomniał mi sie tekst z alicji w krainie czarów z tego słuchowiska z fronczewskim i zawadzką jak chyba suseł zastanawiał sie czy stwierdzenia: „oddycham kiedy śpię” i „śpię kiedy oddycham” znaczą to samo hehhehehehhhehe)

ale powracając do wycieczki. przez całą drogę, mimo rozmowy o nawigacji satelitarnej oraz tajemniczych usterkach w samochodzie krzysia, nie przestawałem mysleć jakiegoż to dorodnego robala sfocę? hmmm….

…wiadomo, ja robali nie focę. co najwyżej psa jakiegoś, albo kurę. no poniżej 2 kg nie schodzę…absolutnie

no więc sprytnie sobie obmysliłem że połażę po centrum rakowa o wschodzie słońca zamiast brnąć w morke trawska, tem bardziej, że byłem w dżinsach zwykłych nie impregnowanych. centrum rakowa całkiem pokaźne przestrzenie no no. wszystko czego dusza i ciało może zapragnąć: restoran, bookszop, sekondhend pod oryginalną nazwą „ich stroje”, coś na kształt obi tylko 296 razy mniejsze i spożywczak. nieźle. czurcz tez był, albo nawet dwa czurcze, kurcze.

wszystko ładne piękne i pozamykane. a mnie zimno i suszy. gdzieś o 8:00 otworzyły się drzwi baru. odrazu, intuicyjnie, skierowałem się w stronę tego przybytku. jaaa cieeeę! całkiem przyjemna miejscóweczka se myślę. zamówiłem kawe, pan obok poczęstował mnie fajeczką typu „męskie”, nie śmiałem odmówić. posiedziałem z 40 minut spokojnie, na luzie. a tu nagle pan barman podchodzi do mnie, w ręku talerzyk, w drugim widelec. patrzę zdziwiony… „to poczęstunek od firmy bo dziś swięto w mieście. święto ziemniaka”. co prawda dostałem grzyba w cieście smażonego a nie ziemniaka ale i tak spoko. olałem zastanawianie się nad terminem ważności do spożycia itp i zacząłem powoli odkrajać sobie kawałek tego grzyba („od jednej strony grzyba się rośnie, a od drugiej maleje” …………………znów alicja 🙂

..oczywiście można się było tego spodziewać. to samo poranne pięć minut odezwało się ponownie. w momencie wkładania do jamy ustnej kawałka grzyba zatrąbił krzysiu. zaparkowawszy po drugiej stronie ulicy radośnie przywoływał mnie do auta. nooo kolego nie zemną takie numeeery. teraz czekasz, choćbym sie miał porzygać później tym ciepłym grzybem. hue hue hue.

jest 23:36, grzyba zjadłem koło 9:00, żyję i całkiem nieźle się czuję. foty choć bez rewelacji przyniosły mi trochę szczęścia.

tylko znów mi jest trochę zimno bo kot paczy przez otwarte okno.

P.S. ten fajny bar nazywał si e „Arianka”. tanio, okazja, skarpety, polecam 🙂 ….nie no serio, miły gośc prowadzi 🙂 

10 myśli w temacie “raków siti

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: