ordinary guy

Listopad 25, 2007

starocie

Filed under: starocie — betko @ 6:59 pm

ooooohohohohohooo a co ja ostatnio wypożyczyłem od kolegi inżyniera Piskorza! mmmmmm

gęsia skórka! proszę, prooszę:

(more…)

Reklamy

zawsze do usuk

Filed under: trip — betko @ 5:33 pm

tak mie coś szarpło nagle w sobotę wieczorem niepokojem. mówie: trzeba zadzwonić do barana. umówiliśmy sie na rano na spacerek. pogoda była tak piękna, że miasto wyglądało jak po przejściu jakiejś zarazy, sześć razy w te i spowrotem. popijając kawę w jakiejś kawiarence dla staruszków zgodnie zwróciliśmy uwagę na brak w menu czegoś co przypominałoby mięso. Toteż (nastepne dziwne słowo toteż) w poszukiwania mięsa wylądowaliśmy w mięsodajni. w ciągu kilku minut od wejścia do gospody do naszych żołądków zaczęła łapczywymi porcjami napływać zupa gulaszowa … mmmmmmmm. co za brejkfast!!

przy okazji przetestowaliśmy mój „nowy” aparat seagull. taka sliczna chińska lustrzanaka dwuobiektywowa. kupiłem na allegro oczywiście, za 129 zetoli.

i komerszal żeśmy se buchnęli. rejnmeny dwa:

rejnmeny. do usuk

Listopad 21, 2007

przecież ja jestem jego kolega tak samo jak on jest mój..

Filed under: experyment, kiev, trip — betko @ 4:06 pm

kiesaf0016f.jpg

to jest właśnie ten belejaki przechodzień co kupił płaszcz tamtego gościa za 250 złoty.

od razu wiadomo o co chodzi i nasze zdziwienie przemija. prawda? 

😉

(more…)

Listopad 14, 2007

turkland

Filed under: cyfrak syf — betko @ 10:39 pm

(more…)

Listopad 12, 2007

trip z dziedzin onirystycznych

Filed under: start — betko @ 8:48 pm

br4.jpg

Listopad 11, 2007

powsinogi dwie, czy cztery?

Filed under: al-f, czajka, trip — betko @ 4:10 pm

mapkaa.jpg

  (more…)

Listopad 10, 2007

siostra

Filed under: experyment — betko @ 9:16 pm

ktoś kiedyś cyknął mojej siostrze Madzi fotkę, gdzieś na imprezie. była wtedy ze swoim obecnym mężem Dżordżem. Dżordż jest fajny facet. odbitka tej fotki stoi u mojej babci koło telewizora w takiej gupkowatej szklanej ramce, takiej w łuk wygiętej.

teraz najważniejsze: niewiem po co i kiedy i jak ale moja ciocia, a mama Madzi wzięła i zrobiła zdjęcie zdjęciu i to jeszcze telefonem komórkowym. mało tego, przypadkiem wstawiła jej sie ta fotka na pulpit i to sąsiadująco! łał!  kuuuurwa myślę se: ” uuuh!! ciotka niezłe digarty sadzi!!!”:

 madziaidzodz.jpg

cmoksy dla madzi i dżordża! ajlawju!

Listopad 5, 2007

sprzątanie w telefonie

Filed under: cyfrak syf — betko @ 11:46 pm

mimo iż nienawidzę swojego telefonu komórkowego jak wściekłego psa co mnie goni we śnie to doceniam go w momentach gdy nie mam pod ręka nic lepszego czym możnaby zarejestrować obraz.

(more…)

o podróży, którą odbyłem niedawno

Filed under: cyfrak syf, trip — betko @ 11:03 pm

w sobotę 20 paździorba w warszawie o 14.ileśtam wsiadłem do samolotu co mnie podwiózł do frankfurtu. tam czekałem ze cztery godziny na następny kurs. w tym czasie bardzo przeczytałem książkę tą:

20071020005.jpg

oczywiście na koniec chlipałem po cichu koło jakiegoś ciemnoskórego faceta. 

nareszcie wsiadłem do dużego samolotu z obiadem w środku i poleciałem do arabów, do jordanii. fajnie fajnie, niestety ja po arabsku rozróżniam tylko: 1,2,3,4,5,6… itak dalej i tak dalej. na miejscu wystraszyłem sie że i tak jestem w dupie bo wymieniłem parę dolców na lotnisku patrzę a tu banknot o nominale „0” ło kurwa se myśle! sam początek a tu takie zdziwko uuh..  my mamy swoje arabskie a oni mają swoje arabskie. na szczęście używaja czasem tych naszych arabskich też 🙂

zaspany, zmęczony, oszołomiony a wkrótce także porwany przez taksówkarza ze szlugą w gembie jade do hotelu. miły taksówkarz fajką mnie też poczęstował i puścił ostatni przebój ichniejszego „piaska”. mimo iż przebywałem w tym ciepłym kraju parenaście minut odniosłem wrażenie, że ten przebój niczym konkretnym sie nie różni od miliona innych przebojów ich jordańskich „piasków”. na szczęście mnie (u przepraszam MIĘ) ta muzyka nie denerwuje i wręcz udało mi sie odprężyć nieco pomimo 140km/h na liczniku w terenie raczej zabudowanym.

dojeżdżając do hotelu czułem sie już naprawdę dobrze i w duszy gratulowałem sobie bezproblemowej podróży. jeszcze raz obmacałem się po cyckach i dupie czy mam dokumenty i kase i ruszyłem do hotelu.przed wejściem zostałem ponownie zmacany i przeswietlony w rentgenie. olałem to. pan w recepcji miło sie do mnie uśmiechał już od parunastu metrów. cicho grała jakaś amerykańska melodia.  poprosiłem żeby mie zrobił „czek in”. no to czek-am. stuka w tą klawiature i stuka. powoli, grymasy na jego twarzy zmusiły moje serce i układ krwionośny do letkiego zwiększenia ciśnienia. okazało sie, że nie ma wolnych pokoi. nie ważne, że wysyłalem do nich trzy meile i dwa razy gadałem z jakimś Mousa Hurani dwa tygodnie wcześniej żeby mi pokój zaklepał. no nie dał rady chłopak i już. kierwa litości!

jest pierwsza w nocy, chcę się wykąpać i iść spać bo o 8 muszę być już na baczność. zaproponowano mi hotel niedaleko, za dwa razy tyle kasy więc sie nie zgodziłem i kazałem szukac coś podobnego do hotelu docelowego. znależli ! prawie taki sam.  zostałem elegancko podwieziony i wypuszczony gdzieś na środku ulicy przed nieurzekającym budynkiem hotelu zastępczego. tadaaaaa

tak naprawdę spoko hotel był. nie ma co:

img_9598.jpg

dwa pokoje, łazienka, dywan, klyma no no no… siku przysznic paciorek i śpię.  naraz o piątej rano nachodzi mnie jakiś zły sen. jakieś wycie, jakieś jęki takie. śni mi sie facet łkający przez megafon. że ten facet idzie po korytarzu hotelu i prawie puka do mych drzwi…..

otwieram oko. jest ciemno. nie śpię. a jęki słyszę!! mój boooże! kurwa! ja pierdole! ten facet tu jest!!!

dopiero po chwili zczaiłem że to przez okno dobiegają mnie dźwięki z meczetu. „szok w arabskim hotelu 3”!! dla nich normalka. my mamy koguty na wsi i dzwony w kościele, oni maja koran w mieście przez wyjebiste megafony o zasięgu parunasty kilometrów.

o 8 zadzwoniłem do Ansgara że pierdole i nie wstaję i tak sie też stało. w południe dopiero odzyskałem przytomność i ruszyłem na zajęcia.

cały tydzień minął mi w ammanie bardzo przyjemnie porównując do chodzenia do pracy w polsce przy temperaturach 5stC. tam było 30. niestety długość dnia jest porównywalna dlatego o 18 kiedy już byłem wolny to juz wieczór był a pozatym siły nie miałem na spacer z aparatem po mieście.

przed zaśnięciem włączałem telewizor i próbowałem coś ciekawego obejrzeć. na około 12 programach oglądać można seriale lub filmy arabskie. w każdym z tych filmów głównym motywem jest jakiś pościg lub awantura i to taka ostra że aż się przewracają i krzesełka łamią. natomiast teledyski są z deka inne ale w 98% monotematyczne: bogaty chłopak, piękna dziewczyna biorą ślub lub się zaręczają (tu najważniejszy jest moment nakładania pierścionka zaręczynowego. lubią biżuterie bardzo. albo jak ona w sukience ślubnej wyłazi gdzieś tam i sie cieszy). mimo iż na takzwanym mieście dominują auta wszelkiej maści japońsko-chińsko-koreańsko-skośnookie to w tych teledyskach ich nie widzimy. widzimy natomiast długie i czarne niemieckie beemwu i mercedesy, czasem nieśmiało jakiś dupek wyskoczy w hamerze ale myśle, że to już obciach lekki chyba.

usypiałem z przykrą myślą, że znów o piątej rano puszczą piosenkę z meczetu.

byliśmy raz z wieczora nad morzem martwym. niezły bajer takie morze. sie normalnie pływa jak spławik.

wróciłem niedawno i jakiś taki jestem zmarznięty.

co widziałem………klikać dalej

(more…)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.