rozpiernicz kuchni

wziełem, tak wziełem, po chamsku, ordynarnie, bez ostrzeżenia. wziełem i rozpierniczyłem kuchnię mojego taty. obdarłem ze skóry, do samiuśkich kości. elektryczne arterie wyprułem z próchna ścian. ja, szkodnik.

żelazko i sprawdź

-grzesiek weno sprawdź czy wyłączyłam żelażko. -no wyłączyłaś. -ale idź i sprawdź. i czy kota na balkonie nie zamknęłam. i czy gaz zakręcony. -no kurwa noooo. i tak w końcu to ja okienka nie zamknąłem w aparacie:

kot Belmondo

DOSYć TEGO! powiedziałby Jacek gdybym nadal zwlekał z publikacją zdjęcia Belmondo. nowy członek naszej rodziny od razu zyskał szacunek kociej wspólnoty. wolno mu nawet czerpać ciepło z pudełka z piccą. w ogóle gość jest z klasą. ą ę:

sowa

jezu jaki film obejrzałem przed chwilą! jakiś taki jestem skostniały. trochę zdjęć zapuszczam poniżej:

mekit bera

nie było mnie w domu dwa dni. trzy prawie. koty takie stęsknione że siedzą mi na głowie obydwie już godzinę. w „więcej” zamieszczam paręnaście zdjęć wykonanych w czasie podróży powrotnej z pracy do domu w piątek oraz z łikendowego pobytu w Krakowie. uzależniony jestem od fot na maksa. w końcu trafiła mi się okazja zmiażdżyć…

mgły i zamglenia ..

zachmurzenie umiarkowane z przelotnymi przejaśnieniami, możliwe nawet, że zawieje i zamiecie. piąta pińdziesiąt wstałem na poranne focenie z chłopakami. bo dawno nigdzie nie byłem, bo do sporego nawet zdziczenia dochodziło, bo juz sam niewiem co. wstałem. długo szukałem kaleson. dwa razy się wracałem po telefon. jakos tak pechowo. szyby zamarznięte próbowałem zeskrzybać kartą na punkty z…