ordinary guy

Marzec 29, 2009

kamienne kręgi

Filed under: seagull, trip — betko @ 2:21 pm

kolejny poranek kawowo turystyczny. brak ustalonego celu aż do jego osiągnięcia. czy jak to inaczej opisać? idzie sie idzie i nagle sie mówi okej to tu…

tym razem padło na rezerwat pod tytułem kamienne kręgi w Tumlinie. trochę się przypomina leonsjo i izaura, co nie?
przy okazji odkryliśmy w lesie przepiękny obiekt sportowy zimowy – super zgrabniutką skocznię narciarską. aż żal że nart barański nie wziął….

aha zdjęcia robiłem na kliszy rolei infrared 400. taka fajna podobno. hmm

trochę głębiej w lesie jest kopalnia przepięknych, niekiedy zabójczych,  piaskowców dolnotriasowych.

tomek się zgrzał wchodząc na górkę….

pan pracownik wesoło opowiadał że teraz to spokój ale w lato w kopalni, wtedy gdy warszawka robi zamówienia jest duzo pracy i że temperatura w wyrobisku sięga 45C i że muszą wtedy dużo wody pić niestety. zrobił nam zagadkę o młotku: „dlaczego taki duży młotek ma taki chudy kijek???” no wiecie dlaczego? barańszczak wiedział 🙂 dlatego taki uhahany

(jak się pisze uchachany czy hahany?)

później odwiedziliśmy domy jakichś pustelników w lesie w okolicy zagnańska. tam też wypiliśmy sobię kawuszkę.

na koniec wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do chaty. a wieczorem oglądaliśmy mecz piłki nożnej na temat którego nic nie napiszę z oczywistych względów.

korzystając z okazji pozdrawiam Pana Tadzia, co pyszną cytrynóweczkę zrobił i myśmy z Tomaszem ją wczoraj kosztowali. podczas meczu oczywiście.  joł.

Reklamy

Marzec 20, 2009

sześnasześ

Filed under: start, trip — betko @ 10:03 pm

wogóle ostatnio nie robiłem nic na średnim formacie. po przeprowadzce nie mam gdzie nawijać klisz. niedawno sprzątałem w samochodzie i znalazłem jedną nawiniętą i nienaświetloną. odrazu wycykałem.

to akurat mi barańszczak strzelił podczas ostatniego kawopicia

to ja pomieszałem barańszczaka z moją córeczką przypadkiem

a to w krakowie gdzieś

a to moje dwie gwiozdy telewizyjne 🙂

dziś okazja przechodzi mi koło nosa i cześć!!

Marzec 15, 2009

moczydło i inne

Filed under: trip — betko @ 11:20 pm

w sobotę rano rano z barańszczakiem kawe piliśmy przy nierozpalonym ognisku w okolicach rezerwatu moczydło. miłe miejsce tylko nieco zaniedbane. i ludzie mili. pan bez ręki odwiedził nas i miło pogadał.





a dwa dni wcześniej w dzień wolny od pracy załatwiałem kilka spraw u geodety i przy okazji objechałem sporą cześć województwa świętokrzyskiego.



drochów górny.

w drodze do chomentowa

w drodze do chomentowa

chomentów

matkaboska w chomentowie stoi

a przed korytnicą pięne coś betonowe


to już gdzieś pod jędrzejowem

to też jakieś podjędrzejowskie

a z julka wczoraj spacerowałem. nazrywała dzikiej róży i szczęśliwa 🙂

korzystając z okazji pozdrawiam panią dentystkę co jutro prawdopodobnie pozbawi mnie jednego zęba nr 8. już mnie boli skurczysyn kilka dni.

Marzec 13, 2009

po drodze

Filed under: trip — betko @ 10:44 pm

po drodze z pracy choć nie po najkrótszej. krótka wycieczka by zaczerpnąć powietrza gnanego po zimowych polach.


W krzakach, ledwo widoczny, znalazłem stary wiatrak i jakąś chałupinę. to w okolicach miejscowości Mnin po drodze do Radoszyc.





w Radoszycach kupiłem sobie dwie bułki i pasztet z pomidorami. jadłem ten prymitywny posiłek spacerując wąskimi ścieżkami tej miejscowości.

na jednym ze skrzyżowań spotkałem tego człowieka. na jego straganie mogłem kupić ziemniaki, cebulę i jakieś stare marchewki oraz koszyki plecione z rozciętych wzdłuż, cienkich gałęzi, podobno dębu, ale nie jestem pewien czy mnie pan nie bujał. w każdym razie, pan mówił, że robi te koszyki własnoręcznie i że jeden kosztuje 10 pln. ja takiego koszyka nie potrzebuję powiedziałem ale zrobię panu zdjęcie. zgodził się choć zwrócił uwagę że nie jest zbyt ładnie ubrany, a ja powiedziałem że własnie bardzo ładnie i że koszyki też ładne ale na razie nie potrzebuję. na pożegnanie dałem mu garść drobnych co je miałem w lewej kieszeni. zawsze drobne noszę w lewej kieszeni bo z prawej mi się gorzej wyciąga. dałem mu te monety a on szybciutko je przeliczył i wypowiedział dość głośno „trzypiędziesiąt”. a ja machnąłem ręką, uśmiechnąłem się do niego i odszedłem.

a dwa tygodnie wcześniej byłem u brata w śledziejowicach. brat robił miny od rana.


korzystając z okazji pozdrawiam pana od koszyków w radoszycach

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.